Burza wokół serialu TVN. "Jak oni mogli? Koszmar"
"Na Wspólnej" doczekało się dużej zmiany. Po ponad dwóch dekadach producenci serialu zdecydowali się odświeżyć jego czołówkę. Widzowie po raz pierwszy zobaczyli ją w odcinku wyemitowanym 14 września. Szybko okazało się, że nowa oprawa nie wszystkim przypadła do gustu. Największe emocje wywołał brak charakterystycznego głosu Krzysztofa Krawczyka. Serial TVN jest obecny na antenie od 2003 roku, a jego czołówka przez lata stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów produkcji.
"Na Wspólnej" z nową czołówką. Menadżer Krawczyka w szoku
Informacja o zmianie pojawiła się 14 września na facebookowym profilu "Na Wspólnej". Za nową ścieżkę dźwiękową odpowiada L.U.C. Tym razem twórcy postawili na efektowne ujęcia Warszawy oraz dobrze znane twarze aktorów występujących w serialu. W czołówce pojawiają się m.in. Weronika Dancewicz, Anna Guzik, Jakub Wesołowski, Marta Wierzbicka, Robert Kudelski i Mieczysław Hryniewicz. Zmieniono również klimat całej oprawy. Zamiast bardziej rodzinnego i swojskiego charakteru znanego z poprzedniej wersji pojawiły się ciemniejsze kadry i poważniejsza atmosfera. Całość ma sprawiać wrażenie bardziej nowoczesnej i filmowej. Problem w tym, że dla części fanów właśnie ta zmiana pozbawiła serial jego charakterystycznego klimatu.
Największe kontrowersje wzbudziło jednak zastąpienie dotychczasowej piosenki. Przez lata czołówka "Na Wspólnej" była nierozerwalnie związana z głosem Krzysztofa Krawczyka, z którego zrezygnowano w nowej odsłonie.
Do sprawy odniósł się wieloletni menedżer artysty Andrzej Kosmala. We wtorek na Facebooku poświęconym pamięci Krzysztofa Krawczyka pojawił się specjalny wpis.
"Z ogromnym rozczarowaniem przyjęliśmy rezygnację w nowej czołówce serialu "Na Wspólnej" z piosenki śpiewanej przez Krzysztofa Krawczyka. Przez ponad dwie dekady jego niepowtarzalny głos — najpiękniejszy baryton — był znakiem rozpoznawczym serialu i dla wielu widzów stał się nieodłączną częścią "Na Wspólnej"" — czytamy w oświadczeniu.
Swoje oburzenie Kosmala wyraził również w rozmowie z "Faktem".
– Jak oni mogli usunąć piosenkę? Rozumiem, gdyby dali ją do zaśpiewania komuś innemu, młodszemu, na przykład Kubie Badachowi. Ale całkowicie ją usunąć? Koszmar — stwierdził przyjaciel zmarłego w 2021 r. artysty.